Pomarańczowy “Mega Fun Tour”
- Thursday, February 19, 2009, 18:00
- Kraje, Tunezja, Turystyka
- 1,991 views
- Add a comment
Październikowy wyjazd studyjny – Mega Fun Tour na południu Tunezji został zorganizowany przez Biuro Podróży Sun & Fun i Tunezyjski Urząd do spraw Turystyki z Warszawy.
Nasza dziennikarska grupa była „przyklejona” do wyjazdu lojalnościowego dla 174 agentów i pracowników polskich biur podróży, współpracujących z Sun & Fun Holidays plus pracownicy z Polski i rezydenci w Tunezji . Naszym przewodnikiem z Warszawy był Abdelfettah Gaida z córeczką Mirame. W ekipie znalazła się Kasia Wierzba z Agencji YO-Media, Andrzej Lisowski z Krakowa i Zygmunt Chwast z redakcji Gentlemana. Mnie na arabską wyprawę delegowała miłościwie panująca nam redakcja magazynu Świat Podróże Kultura.
Wszyscy uczestnicy zostali wyposażeni w jednakowe czapeczki, koszulki, wiatrówki, saszetki na dokumenty, a nawet ręczniki z logo organizatora. Południe Tunezji należało do nas. Przez siedem dni, obwieszeni sprzętem fotograficznym, buszowaliśmy po całym regionie Południa Tunezji, szukając coraz to ciekawszych plenerów zdjęciowych i egzotycznych motywów. Prawdę powiedziawszy zastanawiałem się jak organizator logistycznie zapanuje nad dwustuosobową grupą. Zakwaterowanie w hotelach, samochody terenowe, przewóz naszych bagaży ciężarowym samochodem z przyczepą, posiłki w restauracjach w ciągu dnia… Wbrew pozorom „pomarańczowy wąż” 40 terenówek poruszał się bardzo sprawnie. Pracownicy hoteli i obsługa restauracji odwiedzanych przez naszą grupę obsługiwali nas bardzo sprawnie.

„Habibti Tunisia” – Tunezja moja miłość
Nad ranem na lotnisku Chopina było mokro, smutno i ponuro. Październikowa, nocna mgła, przesiąknięta paskudnym deszczem nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz. Zziębnięty marzyłem, żeby jak najszybciej znaleźć się w ciepłym samolocie.
Zadziwiający jest fakt, że po trzech godzinach lotu można stanąć na skraju największej pustyni na świecie. Widok z okien samolotu ziemi spalonej słońcem, wyschniętego jeziora Chott El Jerid i majestatycznych gór Atlasu przyprawia każdego o szybsze bicie serca. Sahara z lotu ptaka mieni się kolorami sieny i ochry, przeplatanych ciepłymi odcieniami brązu. Przez godzinę nie mogłem oderwać wzroku od tych widoków. Na lotnisku w Tozeur byliśmy zupełnie sami. Towarzyszyły nam jedynie dwa śpiące kolosy popielato matowych, zakurzonych Jumbo-Jetów, które stoją tutaj chyba od czasów wojny w Zatoce. 
Znowu byłem w Tunezji. Ciepłej, słonecznej i pachnącej kolorowymi kwiatami wszechobecnych bugenwilli, mieniącej się kolorami fioletu, intensywnego karminu czy śnieżnobiałej bieli. Tunezja jest dobra na wszystko, działa jak magiczne lekarstwo. Na nudę, na krótkie smutne dni, na zimową chandrę, na zmianę menu, na poprawę humoru i gdy brakuje mi słońca. To dwa razy mniejsze od Polski arabskie państwo, jest wciśnięte pomiędzy Algierię i Libię, ze wspaniałym ponad 1.200. kilometrowym wybrzeżem, pełnym czystych plaż ciepłego morza Śródziemnego.
Niezawodny Mamut
Kiedy samolot tylko dotknął podwoziem pasa startowego, natychmiast pojawił się na parkingu Mamut. Zawsze lekko nieogolony, w białej arrachiji na głowie (białej haftowanej czapeczce) i kartonikiem pod pachą. Był to nasz stary przyjaciel, sprzedawca papierosów, mieszkający w Tozeur. Zawsze wyrastał jak spod ziemi bo jego nos do interesu nigdy go nie zawodzi. 
Kiedy dojeżdżaliśmy dorożkami do palmiarni, nonszalancko minął nas zakurzoną motorynką obładowaną mapami, papierosami i koronkowymi, białymi czapeczkami. Cały sklep Mamuta mieści się w owym tekturowym kartonie. Biała arrachija obok czerwonych toczków (chechija), to najbardziej charakterystyczne nakrycie głowy Tunezyjczyków. Te ze złoceniami i kolorowymi haftami są już strojem dekorowanym specjalnie „pod turystów”.
Dorożkami do palmiarni spod lotniska ruszyliśmy kawalkadą kolorowych dorożek w kierunku daktylowej oazy i Muzeum Chak-Wak. Na miejscu czekał na nas wystawny posiłek, składający się z przysmaków Wielkiego Południa. Ciepłe bagetki podawane z harrisą, zielonymi oliwkami i tuńczykiem, jagnięcina z grilla, sałatki z pomidorów i cukinii, kolorowej cebuli i bakłażanów, smakowite szaszłyki (brochet) przekładane papryką, ojja aux merguez (ożża) – duszone, pikantne warzywa, zaprawione roztrzepanym jajkiem z pikantnymi kiełbaskami.
Doskonale smakowała nam salade mechouia (maszłeja) – pikantna sałatka z grillowanej papryki i pomidorów.
Na zamówienie można było skosztować brika – chrupiącego naleśnika w kształcie półksiężyca. Jego nadzienie składa się z drobno pokrojonej pietruszki, cebuli, tuńczyka z oliwy i jajka. Cały cymes polega na tym, aby kucharz tak go usmażył, aby żółtko jajka było w środku płynne a ciasto chrupiące i niespalone. Wegetarianie mieli tutaj przysmakowy raj. Kuskus na ostro z warzywami, kuskus z owocami, kuskus na słodko z rodzynkami, miodem i morelami. Tylko w Tunezji można zjeść kuskus z rybą i owocami morza. Na deser grenadine – owoce granatu w pucharkach, słodkie ciasteczka patiserrie tunisienne z aromatycznymi konfiturami z fig, daktyli, truskawek oraz bananów.
Makrouth (makrut) – słodkie ciasto z mąki pszennej, nadziewane masą ze słodkich daktyli, doprawiane esencją pomarańczową czy baklaoua (czyt. baklawa) – francuskie ciasto nadziewane migdałami, czasami z dodatkiem orzechów włoskich i laskowych, pistacji, cynamonu i płynnego miodu. Mnie najbardziej przypadły do gustu pulchne ciasteczka, smażone na wysokim tłuszczu – ftajar po arabsku albo beignet (benje) po tunezyjsku. Niebo w gębie z rodzynkami, suszonymi morelami i daktylami. Do tego świeżo wyciskany sok z pomarańczy i można umierać.
Jala, jala ! (szybko, szybko !) – okrzyk naszego szefa przerwał nam smakowity posiłek. Fakt, że od ponad dwóch godzin zajadaliśmy się smakołykami, jakby wypuszczono nas na głodniaka z miejscowego aresztu. Spytałem naszego kierowcę, o której będziemy w hotelu. Usłyszałem tylko: „Ins’Allah” – co oznacza: jak Bóg da…
Tozeur
Wśród piasków Sahary jest największym miastem Wielkiego Południa o beżowo-rdzawej architekturze, z charakterystycznymi geometrycznymi wzorami z cegieł na fasadach meczetów, ulicznych sklepów, domów a nawet na ich ogrodzeniach. Do dzisiaj malutkie cegły są ręcznie wyrabiane i wypalane w piecach przy użyciu liści palmowych. W okolicznych gajach Tozeur rośnie na powierzchni 1.000 hektarów prawie pół miliona palm daktylowych. Jest to największa oaza w regionie. Miasto jest doskonałym punktem wypadowym na zachód do górskich oaz, do pobliskiej Nefty (Oaza nazywana Corbeille – fr. koszyk), na piaszczyste wydmy Wielkiego Ergu Wschodniego, na północ do Gafsy i Metlaoui oraz do Kebili i Douz. To właśnie tutaj zaczyna się kraina wiecznego piasku. Nasz kierowca Lageb sprawnie woził nas terenowym Nissanem po najciekawszych zakątkach Wielkiego Południa.
Oazy Wielkiego Południa
W zachodniej części Tunezji, przy granicy z Algierią, u podnóża łańcucha gór Atlasu znajdują się niezwykłe oazy Chebika (szebika), Tamerza i kanion Mides, które z pewnością należą do najpiękniejszych miejsc w Tunezji. Są jak zielone wysepki, zagubione w oceanie piasku, skalistych gór i zupełnego pustkowia. W czasach imperium Rzymianie zakładali tutaj swoje obozy wojskowe, gdyż już wtedy docenili ich strategiczne położenie. Tam gdzie była bezcenna woda zakładano warownie, które pełniły również rolę fortyfikacji granicznych. Górskie źródła Chebiki, wodospady Tamerzy i majestatyczny wąwóz Mides powinien odwiedzić każdy turysta.
Chebika
Jest to największa górska oaza z licznymi szczelinami wyżłobionymi przez wodę i pustynny wiatr. Zaskakujące jest to, że minimalna ilość wody pozwala natychmiast rosnąć palmom na spękanej słońcem glebie. Ich ciemnozielone korony, uginające się pod ciężarem słodkich kiści daktyli, wyrastające w głębokim, wapiennym kanionie dają zbawienny cień innym roślinom. Niezwykłość i niepowtarzalną atmosferę tego miejsca można podziwiać ze szczytu góry, na której wznosi się rzeźba wielkiej, beżowej kozicy. Słodka woda wypływająca ze źródła w skale i chłód wąwozu powodowały, że to tutaj zatrzymywały się wszystkie karawany zmierzające z zachodu na wschód. Dzisiaj w wiosce u podnóża góry można kupić pamiątkowe róże pustyni, makatki, kolorowe gobeliny i kilimy oraz dywany i tkaniny z geometrycznymi wzorami, charakterystycznymi dla architektury pobliskiego Tozeur. Na straganach nie brakuje przeróżnych naszyjników z kamyków, paciorków i muszelek, srebrnych kolczyków i wisiorków, bransolet, koszyków i mat wyplatanych z liści palm oraz berberyjskich rzeźb i kolorowych chust.
Tamerza
Oaza znajduje się pomiędzy Chebiką a kanionem Mides. Za czasów rzymskich była ważną twierdzą obronną na drodze z Gafsy do Thebessa. Jej najstarsza część została poważnie zniszczona podczas gwałtownej powodzi w 1969 roku. Na jej przeciwległym stoku, wysoko na skarpie wznosi się dzisiaj luksusowy hotel „Tamerza Palace” z basenem, restauracją na świeżym powietrzu i wspaniałym tarasem widokowym. Jest to doskonałe miejsce na lunch i kieliszek różowego wina. Zamawiane dania składały się wyłącznie z potraw kuchni tunezyjskiej. Dwa rodzaje zup: słynna chorba (szorba) – zupa z pomidorów na jagnięcinie z drobniutkimi kluseczkami i lablabi – zupa z ciecierzycy z dodatkiem harrisy. Przysmakiem w Tunezji jest jagnięcina z grilla, szaszłyki z baraniny, brochette du dinde – szaszłyki z indyka, podawane z bukietami przeróżnych sałatek, kuskus barwiony szafranem, do tego dwa gatunki wina – czerwone Chateaux Mornag i białe Blanc de Blanc de Kelibia. Doskonałe są grillowane papryki, bakłażany i cukinie, podawane z pikantnym sosem. Radzę spróbować również „paluszków Fatimy”. Są to cienkie ruloniki z przezroczystego ciasta smażone na głębokim tłuszczu, faszerowane duszonymi warzywami i mięsem. Na deser obowiązkowo bardzo słodka herbata miętowa – thé à la menthe. Chciałoby się spróbować wszystkiego ale…, nieśmiałe dźwięki klaksonów przypomniały nam, że powinniśmy ruszać dalej.
Czerwona jaszczurka
Dużą atrakcją turystyczną jest przejażdżka słynną drewnianą kolejką „Lézard Rouge” (czerwona jaszczurka).
Dwugodzinna podróż pociągiem beja Tunisu wiedzie przez malownicze strome, monumentalne wąwozy, potężne skały i liczne tunele, z miejscowości Metlaoui do Selja (selża) i z powrotem. Część czerwono-brązowych wagoników wyposażona jest w luksusowe, miękkie kanapy w XIX wiecznym stylu, pozostałe posiadają jedynie drewniane ławki. Żeby zająć lepsze miejsca warto przyjechać nawet na godzinę przed odjazdem pociągu. Bilet w obie strony kosztuje 20 dinarów, w tym napoje chłodzące, kawa lub miętowa herbata.
Od lat jest to ciekawe miejsce, wykorzystywane przez liczne ekipy filmowe z całego świata. Niezwykle malownicze krajobrazy przypominają wąwozy z Dzikiego Zachodu. Trasę kolei zbudowali Francuzi w 1904 roku do transportowania fosfatów z okolicznych kamieniołomów.
Kanion Mides
Jest to ostatnia oaza znajdująca się tuż przy granicy z Algierią. Malowniczy wąwóz z pionowo opadającymi ścianami robi niesamowite wrażenie. Nagie zbocza kanionu odsłaniają kolejne warstwy skał wapiennych, które wyżłobiła przez wieki niewielka rzeczka, okresowo płynąca na jego samym dnie. Wyjątkowość tego miejsca to również piękno zaklęte w zielonych pióropuszach setek palm, wyrastających nad samą przepaścią wapiennego wąwozu. Stojąc na krawędzi kanionu, czasami lepiej nie patrzeć w dół. W zależności od pory dnia, słońce nadaje skałom niezwykły pomarańczowo-rdzawy odcień.
Nefta
Po Kairouanie (czyt. Keirułen) jest to drugie co do wielkości centrum religijne Tunezji. Znajdują się tutaj 24 meczety i około 100 marabutów – grobowców świętych. Są to malutkie budynki, które zwieńcza charakterystyczna biała kopuła. Oaza w Nefcie nazywa się Corbeille (czyt. korbej), co w języku francuskim oznacza koszyk. W owalnej niecce, gęsto porośniętej palmami daktylowymi, znajduje się około 150 źródeł i sadzawek, dzięki którym wokół rozkwita bujna roślinność. Rzeczywiście, patrząc z odległego wzgórza oaza przypomina koszyk wypełniony soczystą zielenią palm. To właśnie w Nefcie i Tozeur rosną najsmaczniejsze odmiany tunezyjskich daktyli, nazywanych „Palcami Światła” – Deglet En Nour.
Chott El Jerid
Przez środek bezkresnej równiny, smaganej złotymi piaskami południa, wiedzie na wysokiej grobli prosta jak strzała droga asfaltowa, łącząca Tozeur i Neftę z Douz – słynną Bramę Południa. Chott El Jerid (Szot el Dżerid) jest to największe w Tunezji słone jezioro, które po ulewnym deszczu na kilka tygodni napełnia się
wodą. Zajmuje powierzchnię około 5.000 km. kw. Przez większą część roku jest zupełnie suche. Jedynie w przydrożnych zagłębieniach zbierają się resztki wody, wypełnione kryształkami soli, które mienią się w słońcu najróżniejszymi kolorami w zależności od stopnia oksydacji zawartego w nich potasu. W promieniach słońca, wyschnięte dno słonego jeziora do złudzenia przypomina taflę wody. Czy to jest właśnie fatamorgana?
Na tak płaskiej i twardej jak beton powierzchni suchego jeziora turyści mogą posmakować ekstremalnej jazdy trójkołowym pojazdem, napędzanym kolorowym żaglem (char à voile) – po polsku żaglowóz, do złudzenia przypominającym lodowy bojer.
Douz – kraina wiecznego piasku
Jest to najbardziej „saharyjska” z oaz Wielkiego Południa. To stąd wyruszają wszystkie karawany wielbłądów na pustynie i konwoje samochodów terenowych z turystami. Organizowane są jednodniowe wycieczki połączone z lunchem pod namiotami oraz pobyty wielodniowe z biwakami pod namiotami i w pustynnych wioskach. My udaliśmy się do Camp Mehari w Zaafrane. Można tu poczuć jak delikatnie chrzęści piasek w zębach i… w obiektywach aparatów fotograficznych.
Saharyjski camping mieści się w niecce usytuowanej pomiędzy wysokimi wydmami, chroniącymi namioty i niewielkie domki kryte liśćmi palmowymi od wiatru i drobniutkiego jak mąka piasku. Z dala od cywilizacji, pośrodku bezkresu otaczającego nas zewsząd piasku, można wsłuchać się w ciszę pustyni. Wyposażenie namiotów i domków jest bardzo ubogie. Łóżko, dywan, jeden taboret, nocna lampka. Nie ma żadnych drzwi, szaf czy półek. Dyskretna obsługa przygotowuje jedynie posiłki i napoje. Jest tylko pustynia, wielbłądy, piasek i upał. I chyba o to chodzi. 
Co roku w Douz, na przełomie listopada i grudnia odbywa się na placu Hnich (czyt. Hnisz) słynny Festiwal Turystyki Saharyjskiej oraz Dni Saharyjskie, gdzie można podziwiać popisy berberyjskich jeźdźców konnych, inscenizacje procesji ślubnych, wyścigi wielbłądów i pogoń tunezyjskich hartów sloughi za zającem, regionalne tańce oraz można posłuchać ludowej muzyki najsłynniejszego zespołu Gou Gou (Gu Gu).
P.S. Allah był tego roku dla nas łaskawy i zafundował nam nocą burzę z piorunami. Natomiast ranek przywitał nas ponownie cieplutkimi promieniami saharyjskiego słońca. Aż żal było wyjeżdżać.

Touroperator Sun & Fun jest organizatorem wyjazdów do Tunezji, oraz do Egiptu, Maroka oraz na Kretę, do Turcji i Bułgarii.
Tekst i zdjęcia: Łukasz Dobrzyński
Czytaj również: Tunezja – Vademecum turysty
Obszerne fragmenty mojej relacji i wybrane zdjęcia z wyprawy zostały opublikowane w Magazynie Świat Podróże Kultura w wydaniu Luty – Marzec 2008 oraz na stronie internetowej www.magazynswiat.pl
